Seria Master of Orion (MOO) liczy sobie 3 tytuły. W tym poście przedstawię część drugą tej gry, przedstawianą przez wielu fanów jako ostatniego prawdziwego “Władcę Oriona”.
Grę zaczynamy jako przywódca rasy, która właśnie opanowała podróże kosmiczne. W przeciągu kilkunastu pierwszych tur zasiedlimy drugą planetę, zbudujemy swoje pierwsze statki.. może nawet poznamy inne rasy żyjące w galaktyce. Mapa na której będziemy operować to zbiór kilkudziesięciu układów słonecznych na tle gwiaździstego kosmosu. W układach słonecznych znajdują się planety, na planetach można założyć kolonie, a w koloniach tabuny robotników będą żyć i umierać ku chwale naszego imperium. Na początku jednak widzimy tylko swój macierzysty układ (inne układy widać tylko w postaci różnokolorowych “kul” charakteryzujących słońce które jest w ich centrum) i tylko on ma nadaną nazwę (pod układami, które odwiedziliśmy pokazuje się ich nazwa, a co ważniejsze dostajemy możliwość wglądu wewnątrz układu, tak więc możemy zobaczyć jakie planety się w nim znajdują).
Z początku gra przygniata swoim ogromem, możemy badać wszechświat, odkrywać nowe technologie, projektować statki, szpiegować obce imperia, przyjmować i przydzielać dowódców (zarówno do planet jak i statków), budować kolonie oraz budowle wewnątrz nich. Jednak nim to wszystko się zacznie musimy stworzyć własną rasę. Tworzenie własnej rasy to tak naprawdę wybór skuteczności na różnych polach życia (od wydobycia minerałów, przez wydajność naukową, po skuteczność w walce) w 4 stopniowej skali (bardzo słabo, poniżej przeciętnej, przeciętnie, doskonale) oraz możliwość wyboru z kilku dostępnych cech specjalnych (np. zmieniających naszą rasę w roboty czy myślące minerały). Cały ten system oparty jest na punktach, które wydajemy na pozytywne cechy i dostajemy za wybór cech negatywnych.
Rozgrywka dzieli się na tury i to zarówno w widoku strategicznym podczas rozwijania imperium jak i podczas bitew (tyle, że podczas bitew pod uwagę brana jest “szybkość” statku, i statki z największą wartością wcześniej mają swój ruch podczas każdej tury). System ten pozwala na ogarnięcie gry, dokładne zaplanowanie działań (tury podczas bitew docenia się dopiero gdy władasz większą liczbą statków, lub gdy walczysz z kimś, kto ma całą masę rakiet na pokładzie swoich statków) i jakby nie patrzeć sprawdza się doskonale
Gra wciąga, po kilku odkrytych technologia chcesz odkrywać ich więcej i więcej… chcesz znać je wszystkie. Nawet sam system badawczy jest bardzo ciekawy, otóż w zależności od tego czy twoja rasa jest kreatywna, przeciętna lub nie kreatywna są jakby 3 systemy poznawania nowych technologi. Jeśli jesteś kreatywny to z każdej dziedziny za każdym razem dostaniesz komplet 3 technologi, jeśli jesteś przeciętny z tych 3 technologi możesz wybrać jedną, którą poznasz, jeśli zaś jesteś całkowicie nie kreatywny, możesz wybierać tylko spośród 2 technologii. Co ciekawe często bardziej opłaca się stworzyć przygłupią rasę będącą super szpiegami niż wysoce inteligentne społeczeństwo. Niestety, ale takie cechy jak “kreatywność” kosztują punkty, które równie dobrze można przeznaczyć na zwiększenie produkcyjności pracowników czy też ulepszenie wojsk.
Co urzeka w Master of Orion? Na pewno nie fabuła, bo ta ogranicza się do tego, że Orionem zawładnęli źli Antarianie (do których wymiaru zresztą można w końcowej fazie gry polecieć i ich zniszczyć), a my jako żądna nowych światów rasa chcemy sobie podbić ów Orion… to tak w wielkim streszczeniu, bo tak naprawdę historia świata jest dość spora i nawet ciekawa, ale jako taka nie ma żadnego wpływu na rozgrywkę. Omawiając tą grę należy jednak pamiętać, że jest to jeden z prekursorów tego gatunku (zarówno 4X, jak i ogólnie gier strategicznych rozgrywanych w kosmosie), nowe gry były i jeszcze długo będą porównywane do tego klasyka. Sam zacząłem swoją przygodę z serią od MOO III i gdy zacząłem grać w MOO II nie rozumiałem tych co głośno krzyczeli, że 3 część nie jest już tym czym reszta serii. Jednak po przejściu MOO II kilka razy zrozumiałem o co im chodziło. MOO II ma swój DOSowski urok, nie atakuje setkami tabel i suchych danych… jest to bardziej bajkowy świat, świat pełen tej DOSowskiej magii.. magii grafiki, która w grach pod WIN nie jest już taka sama. Oczywiście są również takie sprawy jak ograniczenie opcji w MOO III (choć np. system badawczy jest tam o wiele lepszy), ale jak wiemy nigdy się wszystkim nie dogodzi..
Kończąc napiszę tylko, że jeśli jesteś fanem gier 4X takich jak Galactic Civilization, Stars czy też wielu innych… musisz koniecznie poznać serię Master of Orion! To coś jak C&C dla RTS.. i mimo iż były poprzedniczki, to żadna nie zabłysła i nie zatrząsła światem tak jak ta gra. Ocena jeśli by patrząc na współczesne produkcję jest zawyżona.. ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że w czasach gdy powstawała ta gra nie było wielu dzisiaj znanych tytułów, a muzyka w grach czy grafika była bardzo uboga… cóż ocena bardziej przedstawia ówczesny poziom niż współczesny… co nie zmienia faktu, że gra nadal wciąga.
Muzyka: 70%







Grafika: 80%








Pomysł: 95%










Grywalność: 100%










Ogólnie: 86%









Powered by ScribeFire.










